Obecnie trwajacy, mocno lansowany w mediach Challenger w East London nizle mnie zainteresowal i naszly mnie pewne refleksje.
Doszedlem do wniosku, ze kosztem jakiegos turnieju (najlepiej amerykanskiego , w ostatecznosc europejskiego) Atp mogloby przekazac licencje turnieju rangi ATP zawodom w RPA.
Afryka tenisowo jest zaniedbywana - jeden turniej w roku i to majacy przecietne , zeby nie powiedziec slabe, zainteresowanie (Casablanca) to z pewnoscia argument za poludniowoafrykanskim pomyslem.
Oczywiscie to zalezy takze od preferencji mieszkancow "czarnego ladu" - czy oni w ogole chca angazowac swoj wolny czas w tenis?
Mysle, ze jezeli taki turniej by powstal, chetni tez by sie znaelzli, by ten sport pokochac.
RPA - to jest jak na afrykanskie warunki wspanialy kraj - polityka aparthaidu jest im powoli zapominana, rozwijaja sie bardzo dynamicznie, mysle, ze sa w stanie podolac organizacji takiego turnieju (pod akzdym wzgledem - ekonomicznym, infrastrukturowym,kwestii zapewnie komfortu i warunku zarowno graczom , dzialaczom, trenerom i kibicom).
Zreszta maja mocny fundament - sponsor w postaci South African Airways - oni juz tyle wpompowali w tenis, ze widocznie sie im to oplaca, skoro brna dalej.
Takze tenisowa tradycja czasow najnowszych przemawia za "czarnym ladem" - Younes El Aynaoui, Karim Alami, Hicham Arazi, Wayne Ferreira, Kevin Ullyet, czy ostatnimi czasy Wesley Moodie, Harel Levy i Noam Okun to znani zawodnicy , niektorzy z w/w tworza mneijsza lub wieksza historie tego sportu pod roznorodnymi wzgledami.
Afryka ma w mojej opinii duzo wiecej ciekawych miast, gdzie tenis ATP moglby z powodzeniem sie sprzedac - Kair, Tunis, Johannesburg, Kapsztad, Durban czy tez miasta troche biedniejszych ale ludnych panstw jak Nigeria (Abuja,Lagos) czy Ghana (Akra). o ile te ostatnie miasta pozostawiaja troche watpliwosci to np taki turniej "pod piramidami" bylby kapitalna alternatywa.
Co wy o tym myslicie ?