Witam
Dziś, - cały dzień pięknie świeciło słoneczko, temperatura na zewnatrz w okolicach plus pięć, powietrze tylko takie arktyczne, polne ptaszki śpiewają za oknem, znowu powiało wiosną, progozy pogody na najbliższy okres optymistycznie potwierdzają nadejście wiosny.
Wczoraj wieczorem za radą Jurka, późnym wieczoram podłożyłem jajeczka samiczce siedzacej we wolierce, (bałem się że nie siądzie, bo wczoraj popołudniu zabrałem sztuczne jajeczka i nie zamierzałem jej dawać jej własnych prawdziwych) ostatecznie podłozyłem, dość sprawnie mi to poszło, lampką na baterie oświetliłem okolice gniazdka i sięgnąłem po gniazdko, ostrożnie ułożyłem cztery jajeczka i zawiesiłem gnaizdko. Samica nawet chyba się nie zorietowała, po co ta akcja, swiatło padało na gniazdko i nie widziała co dzieje się poza światłem w ciemnościach, po zamknięciu drzwiczek zaraz wskoczyła do gniazda. Zabrałem lampkę i niech sie dzieje, - zacząłem się zastanawiać czy dobrze zrobiłem, co będzie jak mroźna temperatura utrzyma się jakiś czas?, jak będzie i co będzie?. Zacząłem czytać forum i przeczytałem polemike Gosi i Jurka o kształtach i uformowaniu gniazdka, o ułozeniu jajeczek i o sprytnym przewracaniu jednym jajeczkiem innych jajek. Całość wywodu wywarło takie wrażenie ze zacząłem się zastanawiać nad kształtem gniazda i jajeczek w gniazdku. Co raz bardziej do mnie dochodziło, ze poziom wiedzy jest w moim wypadku bardzo niedostateczny i pewnie jeszcze mnustwa rzeczy będe się musiał nauczyć.
Chciałbym w tym sezonie, tak niewiele, - odchować choć jednego ptaszka.
W końcu mam bardzy materiał, trzy żółte samice harceńskie i dwa samce harceńskie. Samiczki w zgodzie zimowały w wolierce na wolnym powietrzu, dwa samce śpiewały cały adwent, dopiero na przełomie roku pisankowego samca wpusciłem do samic, żeby schudł. A biały harcen, pociecha całego domu śpiewa, fruwa po domu, zaglada psu(spanielowi) do miski i ma być ojcem dla potomstwa, a jak bezczelnosci wszyscy maja dość, dostaje się do niewoli, do raczej niewielkiej klatki i siedzi jakby za kare, słuchając zielonego bordera, który ma niesamowicie donośny śpiew.
Korepetytując, korzystając z nauki jaką niewątpliwie można wynieść z tuteejszego forum, nieraz doświadczyłem dyskomfortu z braku mozliwości posługiwania się imionami moich kanareczków. Nie posługuję się imionami, bo w domu poza żoną która z przyzwyczajenia (niema czasem innego wyjścia) nie rozmawiam o moim hobby, a moja młodzież studiująca uwaza moje zainteresowania za nieszkodliwe zajęcie. I tak ja doskonale wiem kto jest kto i w którym miejscu, ale przy pisaniu postu, w większości po to żeby swoje głośne mysli mógł ktoś Was zweryfikować. Jedyne imie kanarka które funkcjonuje w domu to "Hajer", a to za sprawą upudrowanych piór, mielonym węglem drzewnym, który daję za każdym razem w na dno klatki po kazdym sprzątaniu. Prosze sobie wyobrazić białego kanarka, który okolice dzióbka i pierś ma czarną jak górnik, wyglada śmiesznie i uroczo. Jest jeszcze jedno imię samca harceńskiego "Piasankowy", ale to określenie funkcjonuje bardziej tu na forum, jak w domu, być moze dlatego że kiedyś był jedynym samcem w domu i nie było potrzeby mówienia tak czy inaczej, tym bardziej że kanarki u mnie nie reagują na imię. A imiona dla samic, wszystkie żółte, jedna tylko ma na policzku kilka piórek ciemniejszych (czarnych), zdaleka niezauważalnych. Ja wiem która jest która i skąd jest, ale imion nie nadałem, ale przeszkadza mi ten brak, choćby w pisaniu tych swoich głośnych myśli, nawet jak czytałem sam siebie, to zdaję sobie sprawę, ze czasem można się zakręcić.
I tak - pierwsza samica siedzi już tydzień na trzech jajach (bo dwa były uszkodzone), druga samica, (ta która w domowych warunkach najdłużej się gniewała na gniazdo) zniosła dzis drugie jajeczko i jest ono jasniejsze, chyba więcej nie będzie, a trzecia ta we wruwarce na balkonie, od wczorajszego wieczoru siedzi na czterech jajeczkach.
Wszystkie samiczki pilnie siedzą, cieszę sie bo dla mnie jest to jakiś sukces.
Pozdrawiam serdecznie Ździś
ps. ale znalazłem sobie pamiętnik